Info w dziale sklepy agd

Newsy traktujące o lodówkach, pralkach i wielu innych w możliwie najprzystępniejszy i ciekawy sposób. Wieści ze AGD, RTV i nie tylko.

Sortowanie po: dacie: [A/Z] [Z/A] | tytule: [A/Z] [Z/A]

Czy zakupy w sieci są wygodne i czy kupowanie w sieci musi być tańsze?

zakupy, sieci, wygodnekupowaniemusi

W wywiadzie z Radkiem z Multizakupy.pl rozmawialiśmy o tym, czy internet musi być miejscem, gdzie kupuje się tanio. Radek twierdził, że tak. Moim kontrargumentem była m.in. wygoda kupowania w sieci.Zakupy w sieci są wygodne. Problem jednak w tym, że w dużej mierze dotyczy to głównie osób zaawansowanych w sieci, których jest pewnie mniejszość. Ty i ja wiemy jak kupować w internecie. Gdy już wybierzemy właściwy sklep (ja kupuję głównie u znajomych, więc nie mam takiego dylematu), to pewnie zapłacimy kartą kredytową, albo szybkim przelewem. Nie mamy czasu i nerwów na Pocztę Polską, więc pewnie wybierzemy wysyłkę kurierem. Pewnie podamy też adres firmowy jako adres wysyłki. Innymi słowy, siadamy wieczorem przed komputerem i pojutrze od rana jest kurier. To jest wygoda.Przeglądając dzisiaj wpłaty na koncie bankowym naszła mnie refleksja. Kilka przelewów było wysłanych za pośrednictwem Poczty. Osoby, które tak przeleweją pieniądze muszą iść na pocztę i odstać swoje w kolejce. Od razu zacząłem się zastanawiać ile tradycyjnych przelewów jest wysyłanych z placówki banku, a nie za pośrednictwem bankowości internetowej. Dla osoby mniej zaawansowanej w skrajnym i trochę przejaskrawionym przypadku może wyglądać to tak:1. Klient zamawia wieczorem w internecie. Ma trochę czasu po pracy.2. Rano przed pracą idzie do banku/na pocztę, gdzie dokonuje wpłaty. W wersji mniej optymistycznej robi to po pracy.3. Wpłata dociera na drugi dzień z banku lub za dwa dni na poczcie. Czeka 20 minut.4. Przesyłka zostaje wysłana pocztą, listonosz próbuje dostarczyć ją, gdy klient jest w pracy i musi zostawić awizo.5. Klient wraca z pracy i idzie z awizo na pocztę. Czeka 20 minut i odbiera przesyłkę.Zamawiając za pobraniem oszczędza czas i nerwy z pkt. 2, ale awizo go nie omija. Wydaje mi się, że ten problem dotyczy głównie mieszkańców wsi i małych miast, gdzie dostęp do bankowości elektronicznej pewnie jest najsłabszy (jeśli się mylę dajcie znać w komentarzach). Czyli paradoksalnie ci, dla których zakupy w internecie są wygodną alternatywą przed opuszczaniem domu i tak muszą z niego wyjść, żeby KUPIĆ.Spotkałem się wczoraj z opinią handlowca z mojej branży, który twierdzi, że kiepska sprzedaż w styczniu w punktach stacjonarnych i rekordowa sprzedaż w internecie (dane oczywiście mocno szacunkowe, oparte na rozmowach z klientami) jest związana z pogodą. Klienci nie chcą marznąć, odśnieżać samochodu, ryzykować stłuczki i zostają w domu. Kupują w internecie. Z pewnością jest w tym wiele prawdy, jednak warto pamiętać, że to nie zawsze jest tak wygodne jak sami tego doświadczamy.W związku z tym pytanie, czy sieć jako miejsce zakupów musi być tańsza od tradycyjnych odpowiedników? Weźmy pod uwagę następujące fakty:1. Jak wspomniałem powyżej zakupy w sieci wcale nie są takie wygodne, jak nam (sprzedawcom) się wydaje.2. Zakupy w sieci to wciąż duże wyzwanie dla przeciętnego klienta. To ryzyko niedostarczenia produktu, to brak zaufania do tej formy sprzedaży, to możliwość wyłudzenia pieniędzy większa niż w sprzedaży tradycyjnej, to kwestia dostarczenia produktu przez nieudolną pocztę, to kwestia zamówienia tego przez internet, co dla wielu jest wciąż trudne, to wreszcie kilka dodatkowych barier "psychologicznych", na co zwracano uwagę w raporcie Sklepy24.pl. 3. W Polsce nie ma tradycyji kupowania na odległość. Wszystko zaczęło się dopiero w połowie lat 90., kiedy powstawały pierwsze firmy wysyłkowe (sprzedaż katalogowa). Porównajmy to z USA, czy Wielką Brytanią, gdzie takie przedsięwzięcia powstały już w 18 wieku. Pierwsze sklepy internetowe w Polsce to przecież schyłek 20 wieku.Układając to wszystko w całość przeciętny klient internetowy lub ten, który to rozważa musi dostać jakiś bonus, wartość dodaną za te wszystkie niedogodności wymienione powyżej. Niestety w większości przypadków będzie to niższa cena. Zwłaszcza kiedy produkt nie jest unikalny i w miarę łatwo dostępny poza siecią. Pytanie czy to się zmieni. Z pewnością wraz z nabywaniem doświadczenia, rozwojem bankowości, poprawą infrastruktury te bariery będą zanikać. Tylko czy do tego czasu internet nie będzie miał przyklejonej łatki - "tanio!"?Zgodzicie się? p.s. Nasunęło mi się kilka takich podobnych, "egzystencjalnych", tematów. Wkrótce je opublikuję i poprzeplatam z czymś "lżejszym". ;)

"Nie założyłbym drugi raz sklepu internetowego" - rozmowa z Radosławem Rogiewiczem z Multizakupy.pl - część I

założyłbym, drugi, sklepuinternetowegorozmowa

Prezentuję dzisiaj wywiad z Radosławem Rogiewicz ze Multizakupy.pl. Z Radkiem mijaliśmy się od dłuższego czasu - to znajomy mojego znajomego. W końcu udało nam się poznać i porozmawiać. Efektem poniższy wywiad (podzieliłem go na dwie części, bo był za długi na jeden post).Radek będzie w najbliższą sobotę gościem na Shopcampie w Poznaniu, gdzie również powie kilka słów o e-commerce. Nie wiem czy są jeszcze miejsca, ale warto się tam wybrać nie tylko ze względu na niego. Wojtek Kyciak: Multizakupy.pl wystartowały w 2005 roku , a inwestora znalazły w 2007 roku który wyłożył 1 150 000 zł. Z perspektywy tych 5 lat - szukałbyś ponownie inwestora dla e-commerce? Radek Rogiewicz: Zdecydowanie tak. Internet rozwija się tak szybko, że zakładając rozwój na bazie wypracowanych zysków ze sklepu nie bylibyśmy w stanie osiągnąć tego co osiągnęliśmy.  Konkurencja rośnie tak szybko, a w szczególności w internecie, że jeżeli szybko nie osiągnie się jakiegoś pułapu, nie zdobędzie się pozycji lidera w danej kategorii to potem ciężko już niestety się przebić, a nakłady na to będą zdecydowanie większe. Marketing tradycyjny i marketing w internecie różnią się jedną zasadniczą rzeczą. W realnym świecie zawsze znajdzie się miejsce dla drugiego konkurenta. W internecie niestety tak już nie jest. Zaczynając 5 lat temu kategoria Dom i Wnętrze raczkowała. Dzięki inwestorowi udało nam się szybko osiągnąć czołowe pozycje w tej kategorii, a na pewno bez dużego wsparcia finansowego nie byłoby to możliwe. W.K.: Czyli rozumiem, że mając ponownie na inwestycję ponad milion złotych nadal idziesz w stronę e-commerce? R.R.: Nie. Gdybym dzisiaj, podkreślam dzisiaj miał to zrobić to na pewno nie zainwestowałbym w sklep internetowy. Jak zaczynaliśmy kilka lat temu było 500 sklepów. Dzisiaj mamy już 20000. Multizakupy.pl przeszły na szczęście już ten najgorszy okres w rozwoju. Teraz już powinno być "z górki".A jeżeli juz miałbym to zrobić to raczej poszedłbym w kierunku usług związanych z e-commerce. Mam już zresztą kilka pomysłów, które powoli zaczynam realizować. W.K.: Jak z perspektywy 5 lat oceniłbyś to co zrobiliście z Multizakupami? Zrealizowaliście cele ustalane początkowo? Oceniasz ten biznes pozytywnie czy negatywnie? Wszedłbyś drugi raz do tej samej rzeki? R.R.: Oceniając to z perspektywy 5 lat to w życiu nie spodziewałbym się, że rozwinie się to do takiej skali. Że uda nam się stworzyć jeden z największych sklepów internetowych w Polsce, że będziemy wysyłać do kilkunastu krajów na całym świecie produkty z naszego sklepu. Ale oceniając ten biznes to zdecydowanie wolę pracę w finansach, którą przez ten cały czas również kontynuowałem w jednej ze spółek naszego inwestora. Biznes internetowy to zupełnie inna "bajka". I tak jak już wcześniej napisałem, gdy miałbym dzisiaj ponownie zaczynać ze sklepem internetowym to chyba bym tego nie zrobił. Znam wiele innych pomysłów i sposobów, z których zdecydowanie szybciej można osiągnąć zysk. Ale oczywiście nie mówię, że nie warto tego robić. Bo oczywiście będą tacy, którzy będą mieli fajny pomysł i wykorzystując skalę Internetu uda im się zrobić fajny biznes. Sklep internetowy będzie również fajnym dodatkiem do tradycyjnego biznesu. Ale tak, jak już wcześniej mówiłem duże pieniądze uda się zarobić w tym biznesie naprawdę niewielu i zajmie im to sporo czasu osiągną ten cel. W.K.: Z czym problem mają Multizakupy? W różnych miejscach w sieci (np. na Flakerze) wypowiadałeś się o skalowalności. Sprzedaż rośnie dynamicznie, a wraz z nią koszty, przez co zysków praktycznie nie ma.  Czym spowodowany jest wzrost kosztów? R.R.: Problemów jak w każdym biznesie jest dużo:1. LOGISTYKA: Rozpoczynając ten biznes na początku towar był wysyłany bezpośrednio od producentów. Następnie był to kilkumetrowy „magazynek” , potem prawie 100 metrowy magazyn , a obecnie korzystamy już z centrum logistycznego, w którym mamy do dyspozycji tyle powierzchni, ile na daną chwilę jest potrzebne. Jest to więc dla nas bardzo wygodne i pozwala nie przepłacać za pustostan. Podobnie jest z pracownikami w magazynie, których liczba uzależniona jest od skali wysyłki. Z jednej strony mamy uniwersalne rozwiązanie, ale to wiąże się też z większymi kosztami niż wcześniej. Podsumowując: wraz ze skalą obrotów rosną koszty magazynowania, pakowania, materiałów do pakowania, powierzchni magazynowych itd.2. REKLAMA: Wraz ze wzrostem liczby produktów rośnie np. kwota z porównywarek cen. Obecnie mamy 20 tys produktów i systematycznie powiększamy asortyment, a to wiąże się z coraz większą liczbą „wejść”. Koszt pozycjonowania, który w związku z taką dużą ofertą również rośnie wraz z liczbą produktów i fraz. Podsumowując: rośnie skala biznesu, rosną koszty reklamy.3. HOSTING: wraz ze wzrostem liczby osób odwiedzających sklep rosną koszty serwerów i obsługi.4. KOSZTY PRACY:  wraz ze wzrostem skali rośnie zapotrzebowanie na osoby do obsługi. Czasochłonne jest w szczególności doradztwo przez telefon, aktualizacja oferty oraz przygotowywanie indywidualnych ofert, których z dnia na dzień systematycznie przybywa. Przy większej skali biznesu pojawiają się kolejne potrzeby typu księgowość, fakturzystka, prawnik, osoba do marketingu, informatyk itd.5. INFORMATYKA: nowe oprogramowanie sklepu, które zapewni automatyzację wielu procesów prowadzenia tego biznesu.6. REKLAMACJE i FIRMY KURIERSKIE: zmora biznesu internetowego. Wraz ze wzrostem skali obrotów, a w naszym przypadku dodatkowo dochodzą duże gabaryty (wanny, kabiny prysznicowe itp.) zapanowanie nad „wojną” (odpisywanie na systematyczne i bezpodstawne odmowy wypłaty odszkodowań) z firmami kurierskimi to duże i czasochłonne wyzwanie.Dopóki jest to biznes "domowy" lub na zasadzie dodatku do tradycyjnego biznesu, a obroty są na niewielkim poziomie, to wszystko jest ok. Rosnące obroty powodują wzrost również kosztów, ale to jest normalne i nie ma się czemu dziwić. Tylko, że największym problemem  w biznesie internetowym jest to, że bardzo dynamicznie rośnie również konkurencja, a wraz z nią niestety spadające marże. W naszym przypadku dodatkowym problemem są duże  gabaryty, które wymagają odpowiedniego pakowania i są narażone na uszkodzenia podczas transportu.       W.K.: Stworzyliście wielobranżowy sklep i połączyliście to w jedną markę. Może po prostu źle to rozegraliście? Czy z perspektywy czasu radziłbyś inwestować w wielobranżowe przedsięwzięcia? Może lepiej specjalizować się? R.R.: Stworzyliśmy taki sklep, bo wcześniej takiego nie było. Pierwsze prawo marketingu mówi o tym, że "lepiej być pierwszym niż lepszym”. I tym się kierowaliśmy. Robiąc sklep wielobranżowy tak naprawdę porwaliśmy się na duży biznes (kilka kategorii, ponad 20 tys. produktów) nie będąc na to do końca przygotowanym finansowo czy też mentalnie. Zauważyliśmy pewną niszę i po prostu chcieliśmy ją wykorzystać. Z perspektywy czasu dzisiaj startując w tego rodzaju biznes bez dużego kapitału nie podejmowałbym się wyzwania typu sklep wielobranżowy, z dużą ilością produktów, a raczej skupiłbym się jednak na specjalizacji i wąskim asortymencie.  Chociaż nasz sklep tak naprawdę pomimo wielu kategorii (meble, łazienki, instalacje, materiały wykończeniowe itp.) i tak związany jest raczej z kategorią Dom & Wnętrze i raczej wolę zdecydowanie, żeby nas łączyć z tą kategorią niż z kategorią - wielobranżowy, która z samej nazwy mówi, że chodzi o różne branże.Czy źle to rozegraliśmy? Nie sądzę. Na pewno przetarliśmy pewną drogę, której nikt przed nami nie przebył. Spróbowaliśmy, wyciągnęliśmy wnioski i teraz już koncentrujemy się na tym co wiemy, że się sprawdza.   W.K.: Jakiś czas temu na własne uszy słyszałem wypowiedzieć osoby z Merlina, która przyznała, że poszerzenie marki nie było strzałem w 10 w ich przypadku. Jak to możesz skomentować? R.R.: Tak już mówiłem wcześniej, my skupiliśmy się na jednej kategorii DOM & WNĘTRZE, a Merlin chciał być drugim Amazonem, podobnie jak Agito i Max24. Pytanie tylko, ile mamy na świecie sklepów podobnych do Amazona, którym się udało? Ja nie słyszałem o innym. Dlatego podziwiam zarządy tych sklepów, że się tego podjęły i poszły w tym właśnie kierunku.  Sam jestem ciekaw efektu końcowego. Moje zdanie jest takie – NIE UDA IM SIĘ to zrobić na taką skalę, na jaką to planowali.Poszerzenie już wypracowanej marki to tak naprawdę „rozmycie” tej marki. Każdy, kto już trochę poznał się na sklepach internetowych, od zawsze kojarzy Merlina z książkami, płytami , a nie np. z butami sportowymi, tak samo Agito i MAX24, które zbudowały swoją markę na RTV i AGD, a teraz próbują sprzedawać prawie  wszystko co tylko jest możliwe. Z jednej strony rozumiem AGITO i MAX24, bo w RTV/AGD nie ma marży i same obroty to nie wszystko. Chcąc ratować biznes zostali po prostu do tego zmuszeni. Ale czy to jest dobry kierunek? Życie pokaże.Pozwolę sobie zacytować jeszcze guru naszej branży Billa Gatesa – „W internecie zobaczymy sporo takich firm, które podobnie jak Amazon.com, po zdobyciu silnej pozycji w jednej branży będą poszerzać swój asortyment o nowe produkty. Oczywiście przynosi to efekty, ale tylko krótkotrwałe, a później jednak trzeba za to słono zapłacić...”. Wiadomo, że każdy ma swoje zdanie i swoje plany, ale ja staram się uczyć na błędach innych i nie mam zamiaru ich powielać. W.K.: Postawiliście na asortyment o dużych gabarytach. Znam sklepy, które zwiększają swoją sprzedaż blisko 100% z roku na rok poszerzając także magazyn, ale utrzymują koszty magazynowania i inne koszty związane ze wzrostem skali biznesu na takim samym poziomie - handlują "drobnicą". Może to znowu chodzi o dobór branży? R.R.: Jeżeli chodzi o rosnące obroty, to już niedługo im się to skończy. My mieliśmy w początkowych latach naszego biznesu nawet 500% dynamiki wzrostu.  I co z tego? Teraz już możemy o tym tylko pomarzyć. Jest to mało prawdopodobne żeby rok w rok podnosić sprzedaż o 100%. Proszę pamiętać, że jak my zaczynaliśmy było 500 sklepów, a teraz podobno jest już 20 tys.Kiedyś byliśmy jednym z 3 sklepów, które sprzedawały porcelanę i dlatego mieliśmy bardzo dużą sprzedaż. Dzisiaj sklepów z porcelaną jest kilkadziesiąt i już nie mamy takiej sprzedaży jak kiedyś. Wszystko jest ok, jeśli sklepów jest kilka, ale przy kilkudziesięciu zaczyna się już walka. I czym taki kolejny powstający sklep może wygrać z tym, co już jest od jakiegoś czasu? Ceną!!! I wtedy zaczyna się obniżanie marży. Lada moment, jeżeli coś się z tym nie zrobi asortyment łazienkowy czeka to samo, co kategorie AGD i RTV , czyli marże 1-3%. I tak będzie z każdym produktem, który będzie można porównać.A tak poza tym szukanie produktów, jak to nazwałeś DROBNICOWYCH to też moim zdaniem nie jest najlepszy kierunek. Dlaczego? Bo to będzie mógł sprzedawać każdy, kto tylko porwie się na budowę własnego sklepu internetowego. W przypadku sprzedaży produktów gabarytowych to już nie jest takie proste i nie każdy się tego podejmie. Dlatego też dzisiaj takie sklepy są zadowolone, bo rosną obroty, marża jest niezła. Ale w momencie, gdy w ciągu roku pojawi się podobnych sklepów kilkanaście, to już tak kolorowo nie będzie. Drugi ważny temat to skąd trafia do sklepu największa liczba UU. Jeżeli z porównywarek cen, no to wtedy dopiero zacznie się walka o klienta. Pomimo tego, że nienawidzę porównywarek, to sam jestem ich stałym klientem i niestety muszę również korzystać w przypadku naszego sklepu.Dlatego podsumowując: im prostszy produkt do wysyłki tym więcej sklepów będzie powstawać, które tez będą go sprzedawać. Im więcej sklepów, tym większa konkurencja, im większa konkurencja tym większa walka cenowa itd. itd.

Jak łatwo "oferować" towar w internecie, ponieść nieuzasadnione koszty i wreszcie zrazić do siebie klienta…

łatwo, oferować, towarinternecieponieść

Po dłuższej przerwie na łamy bloga wraca Błażej Stachowiak, który pisze o tym, że niezrealizowane zamówienie to duże koszty dla sklepu.------- O tym jak łatwo założyć sklep internetowy, w jaki sposób internet ułatwia obejście "barier wejścia", jak wiele jest systemów ułatwiających sprzedaż towarów w internecie napisano setki artykułów i postów.W ostatnich latach powstało wiele sklepów internetowych oferujących  najróżniejszy asortyment. Ich całkowita liczba jest z jednej strony nie taka łatwa do oszacowania, z drugiej istnieje silne przekonanie, że ich liczba stale rośnie. Sklepy te, aby szybko zaistnieć w sieci, a tym samym w świadomości klienta, bardzo chętnie rejestrują się w serwisach zbierających opinie, kierują budżety reklamowe na kampanie w wyszukiwarkach, konkurują ze sobą w porównywarkach, często obniżając cenę towarów o przysłowiowe 50 gr, tylko po to, by być bardziej atrakcyjnym dla klienta niż konkurencja. Słowem robią wiele, rzekłbym prawie wszystko, by ściągnąć do siebie potencjalnych nabywców. Wymienione przeze mnie aktywności są oczywiście potrzebne, bo potencjalny klient może się skonwertować na realnego i przynieść do sklepu pieniądze, a wynieść towar. Jeśli mamy odpowiednią marżę, która przewyższy koszty, to nie pozostaje nic innego, jak tylko zapłacić podatek "znienawidzonemu" fiskusowi i cieszyć się dodatnim bilansem. Dzieje się tak jednak tylko w sytuacji kiedy sklep posiada towar i może zrealizować zamówienie w obiecanym klientowi terminie...Historia z naszego podwórka A.D. 2010: Klient szuka pewnego towaru. Kategoria: akcesoria komputerowe o wartości około 1000 PLN. Towar, jest dostępny w kilku sklepach internetowych w Polsce. O dziwo nie na allegro. Wejścia z porównywarek cenowych pokazują niższą cenę niż proponowana temu samemu klientowi, który wejdzie do sklepu w inny sposób, np. przez stronę główną sklepu lub z wyszukiwarki. Klient składa zamówienie i realizuje płatność kartą kredytową. Co ciekawe, środki są pobierane od razu, a nie blokowane. Z taką sytuacją powinniśmy mieć do czynienia, gdy towar jest w magazynie i ma być za chwilę wysłany. No ale to jest dobra praktyka, która niestety nie zawsze jest stosowana :-(. Następnego dnia, klient odbiera email ze sklepu, z informacją, że niestety towaru nie ma i nie będzie. Oczywiście otrzyma zwrot pobranych środków z karty kredytowej na wskazane konto. Biedny klient wskazuje numer konta i następnego dnia otrzymuje obiecany zwrot, ale pozostaje bez towaru…W tym konkretnym przypadku sklep poniósł nieuzasadnione koszty związane z: prowizją od transakcji kartą kredytową, z prowizją od przelewu bankowego na konto klienta, z prowizją dla porównywarki cenowej za "skonwertowanego" klienta, uruchomieniem niedziałającej promocji czy też kosztem obsługi tejże transakcji. Zapewne wnikliwe oko ujrzało by jeszcze kilka innych nieuzasadnionych wydatków, ale już teraz widać, że ten koszt po uwzględnieniu samych prowizji to około 25 PLN. Jednak największym kosztem jest niezadowolenie klienta! Zgodnie z zasadą "klient niezadowolony poinformuje 10 następnych", mamy do czynienia z reakcją łańcuchową "omijania szerokim łukiem” i niepolecania TEGO sklepu następnym.Powyższe case study pokazuje, w jaki sposób można trwonić pieniądze, zrażać i zmniejszać grupę potencjalnych klientów. Koniec końców, sytuacja nie jest jeszcze rozwiązana, bo nasz klient znalazł "allegrowicza", który handlując podobnym asortymentem zobowiązał się ściągnąć tenże towar zza oceanu i odsprzedać z zyskiem. Zatem nasz klient ma szanse być szczęśliwym posiadaczem wspomnianego towaru i na pewno jako zadowolony przyczyni się do wzrostu współczynnika net promoter index dla tego "allegrowicza". Historia jeszcze się nie zakończyła, ale warta jest morału.Jaki uniknąć podobnych sytuacji? Nie jest to wcale takie trudne. Wystarczy: aktualizować stany magazynowe i dopiero na podstawie informacji o dostępności towaru wstawiać towary do porównywarek cenowych, przy płatnościach kartami blokować kwotę, a pobranie środków realizować dopiero w momencie skompletowania zamówienia, w przypadku problemów automatycznie z jednej strony zwracać środki na kartę klienta, a z drugiej informować o zaistniałej sytuacji niedoszłego klienta. Parafrazując reklamę „za hosting i oprogramowanie sklepu zapłacisz kartą kredytową MC, ale doświadczony menadżer bezcenne!” Błażej Stachowiak - związany z e-businessem od początków jego istnienia w Polsce. Twórca sukcesów i autor innowacyjnych rozwiązań informatycznych w największej księgarni internetowej Merlin.pl. Na co dzień łączący obowiązki ojca i męża godząc je z przyjemnościami podróży na koniec świata, białego szaleństwa oraz dwóch kółek. Ojciec i założyciel Butiku Webowego , w ramach którego doradza jak efektywnie wykorzystywać elektroniczne kanały sprzedaży do kontaktu z prosumentem.

Płatności Millennium w Dotpay

płatności, millennium, dotpaymilionponad

Operator płatności Dotpay udostępnił kolejny kanał zapłaty: Millennium - Płatności internetowe. Dzięki temu sklepy korzystające z Dotpay mogą pozyskać ponad milion potencjalnych klientów posiadających rachunek osobisty w Banku Millennium.

Dywersyfikacja przychodów na przykładzie ePOS

dywersyfikacja, przychodów, przykładzieepospozyskuje

Dywersyfikacja przychodów w sklepie internetowymSporo pisałem i mówiłem o dywersyfikacji sposobów promocji. Dzisiaj też o dywersyfikacji, ale tej związanej z przychodami.Fajnie byłoby gdyby sklep internetowy zarabiał nie tylko na marży (te jak wiemy są często mizerne), ale miał również dodatkowe źródła przychodów. Niektóre sklepy internetowe wstawiły już kilka lat temu na swoje stronę reklamę AdSense promując... zazwyczaj swoją konkurencję. Zawsze odradzam tego typu formę zarobkowania w e-sklepie, ale jako kontrargument często słyszałem, że "jakoś" trzeba zarabiać.Tradycyjne hipermarkety już dawno przyzwyczaiły producentów do tego, że ekspozycję towaru w atrakcyjnym miejscu trzeba zapłacić. Teraz czas na sklepy internetowe? Z ciekawą inicjatywą wyszła spółka Promoring, która niedawno uruchomiła usługę o nazwie ePOS (Point of Sale).Zaraz, zaraz... przecież Promoring to firma od... ringów. Wiele wskazuje na to, że pomysł z ringami, o którym wypowiadałem się dość sceptycznie nie wypalił. Rozgłos ucichł, sklepy nie były zadowolone z efektów, a spółkę trzeba za coś utrzymać. Stąd też, skądinąd ciekawy i innowacyjny, pomysły na usługę ePOS.Na czym to polega? Producenci/marki tacy jak np. Philips czy Pirelli mają płacić sklepom (i Promoringowi rzecz jasna) za to, że zechcą one prezentować w ważnych miejscach w sklepie reklamę danego producenta i jego produktów. Innymi słowy, coś co już się w pewien sposób dzieje (większość sklepów organizuje jakieś wewnętrzne promocje związane z różnymi markami) ma być teraz bardziej "uformalizowane" i dawać dodatkowe przychody. Producent płaci tym samym za lepszą ekspozycję swoich produktów i być może zwiększenie udziału sprzedaży w danym sklepie/sklepach.Z tego co wiem, już jedna akcja tego typu odbyła się. Dotyczyła firmy Philips, który promował jeden ze swoich produktów w kilku znanych sklepach internetowych z branży AGD/RTV.Sklep zarabia w modelu CPM (za 1000 odsłon) i jest to 8 zł. Mało to czy dużo? Raczej mizernie biorąc pod uwagę cennik dla producentów. Na czym zarabia Promoring? Głównie na tym, że pozyskuje producentów do kampanii. Może lepiej zatem sprzedawać reklamę na własną rękę? Równie dobrze sklep może rozwozić towar klientom i go produkować. Sklepy nie robią tego, bo muszą się skupić na swojej działce czyli sprzedaży i obsłudze klienta. Co więcej, Promoring korzystając z efektu skali (kilka lub więcej zrzeszonych sklepów) jest w stanie zaoferować producentowi kampanię o większym zasięgu (na podobnej zasadzie jak to, że sieci reklamowe są skuteczniejsze od pojedynczych reklamodawców), co jest dla producenta bardziej atrakcyjne.Bardzo jestem ciekaw jak przyjmie się ten pomysł. Moim zdaniem ma szansę zaistnieć głównie w wielomarkowych sklepach z branż, gdzie funkcjonują duże korporacje, czyli np. RTV/AGD, opony, perfumy, ale też np. książki, gdzie wydawcom może zależeć na promocji premier. W branży takiej jak moja, gdzie jest kilku kluczowych producentów/marek i mniej niż 100 produktów, to pewnie nie wypali, bo ci producenci i tak są już bardzo dobrze eksponowani. Czas pokaże, a niezbadane są budżety korporacji. ;-) Jakby nie patrzeć pomysł oceniam dużo, dużo lepiej niż ideę ringów.Aktualnie trwa werbowanie sklepów (spółka świetnie wykorzystuje w tym celu swoją bazę sklepów z Promoring). Oferta do sprawdzenia tu.Co o tym myślicie?

Zarabianie w Internecie na granicy prawa

zarabianie, internecie, granicyprawadomen

Biznes w Internecie to nie tylko sklepy, reklama i płatne artykuły. W cieniu, z dala od rozgłosu, działa cała branża, która nie obnosi się ze swoimi metodami na zarabianie pieniędzy. Darmowa pornografia, fałszywe strony internetowe, kradzież domen i sprzedaż magicznych mieczy: niektórzy na szemranych interesach w Sieci zbijają fortuny. Mimo, że interesy te są zazwyczaj od [...]

Producenci nie chcą, aby w internecie było za tanio

producenci, chcą, internecietaniopłaciło

Wyborcza.biz: Producenci i dystrybutorzy kranów, mebli czy AGD uważają, że sklepy internetowe sprzedają ich produkty za tanio. Żądają od nich takiego doregulowania cenników, aby za ten sam produkt płaciło się w sieci podobnie jak w tradycyjnych sklepach. Zapraszam do czytania: Producenci nie chcą, aby w internecie było za tanio »

Sklepy internetowe i etykiety dla produktów (podpatrzone w Leroy Merlin)

sklepy, internetowe, etykietyproduktówpodpatrzone

Już od dłuższego czasu sieć marketów Leroy Merlin (artykuły budowlane i dekoracyjne, narzędzia, itd.) w ciekawy sposób pomaga swoim klientom w wyborze właściwego produktu, skracając tym samym jego drogę do kasy. Warto pomyśleć o skutecznym przeniesieniu tego rozwiązania na strony sklepów internetowych. Chodzi mi tutaj o specjalne etykiety, jakie pojawiły się przy towarach oferowanych w sklepach [...]

Czy użyteczność jest ważna w ecommerce?

użyteczność, ważna, ecommercedbaćróżne aspekty

Dzisiaj na blogu gościnny "występ" Bartłomieja Dymeckiego i Łukasz Pluteckiego, którzy postanowili uzupełnić mój tekst o użyteczności. Bartek i Łukasz zgadzają się z moją tezę, ale dodali kilka własnych spostrzeżeń i uzupełnień. Polecam szczególnie początkującym właścicielem e-sklepów jako bardzo dobry wstęp do tej tematyki.---- Łukasz Plutecki: Pomysłodawcą tego wpisu jest Bartłomiej Dymecki, który poprosił mnie o uzupełnienie swoich wypowiedzi. W ten sposób chcielibyśmy wspólnie wypowiedzieć się na temat znaczenia usability w kontekście serwisów typu e-commerce. Bartłomiej Dymecki: Pomysł na wpis polemiczny powstał po lekturze tekstu Wojtka Użyteczność nie jest lekiem na całe zło. Ogólnie rzecz ujmując - zgadzam się z tezą, że użyteczność nie jest lekiem na całe zło projektów internetowych (lub innych projektów interaktywnych). Jest jednak kilka ważnych kwestii, które trzeba wziąć pod uwagę.Na początku chcę podkreślić, że użyteczność jest tylko cechą produktu. W kontekście tego bloga należy powiedzieć, że użyteczność jest jedną z wielu cech sklepu internetowego. Jest cały czas w tle. Nie trzeba jej "dodawać" do projektu, jeśli jest on od początku właściwie tworzony. Dlatego tak ważna jest rola odpowiedniego procesu projektowego w duchu UCD (User Centered Design).  ŁP: Świetna uwaga. Użyteczność jest jak pogoda - jest zawsze :) Co najwyżej może być lepsza lub gorsza. Z tym, że w przeciwieństwie do pogody, na którą wpływu nie mamy, tworząc serwis możemy przywiązać większą lub mniejszą uwagę do procesu projektowania i stworzyć stronę bardziej lub mniej użyteczną.  BD: Muszę powiedzieć, że nie znam żadnego specjalisty od usability, który uważałby, że "użyteczność jest wszystkim". Na ogół jest wręcz przeciwnie i większość rozumie, że internetowy biznes to skomplikowany system naczyń połączonych w którym poszczególne elementy wzajemnie na siebie wpływają. Niektórzy początkujący właściciele sklepów mogą przeceniać użyteczność, a potem się zawieść. Wpływ użyteczności na sprzedaż zależy od jej obecnego poziomu, skali działalności i innych cech sklepu. Jeśli poprawimy użyteczność zbyt drogiego sklepu lub sklepu mającego źle stargetowany ruch, to najprawdopodobniej niewiele nam to da. Bywają jednak sytuacje w których użyteczność zmienia wiele. W tekście The $300 Million Button Jared Spool opisuje, jak usunięcie obowiązku rejestracji w sklepie zwiększyło sprzedaż o... 45%. Uważam więc, że użyteczność może mieć duży wpływ na sprzedaż sklepu, ale jest to uzależnione od innych czynników i musi być analizowane w kontekście konkretnej sytuacji. Możemy powiedzieć, że "pozycjonowanie to nie wszystko", jednak nie będziemy pozycjonowania lekceważyć. Wiemy, że "grafika to nie wszystko", ale nie będziemy jej także lekceważyć. Zdanie w tej formule doskonale pasuje do chyba każdego elementu wpływającego na sklep. Kolejna kwestia to przyjęta definicja usability. Encyklopedyczne definicje są najczęściej zbyt wąskie. Architektura informacji wpływa na to, jak ułożymy produkty w sklepie. Gdy opracowujesz układ działów w sklepie i dobry podział asortymentu na części to właśnie pracujesz nad użytecznością! Jeśli nie zrobisz tego dobrze i klienci nie odnajdą produktów, to jak im je sprzedasz?  ŁP: Ja na swoje potrzeby rozróżniam trzy pojęcia: - architektura informacji - użyteczność - merchandising produktów Architektura informacji serwisu (tu sklepu internetowego) jest według mnie kompromisem między: - kreacją - celami sprzedażowymi właściciela sklepu - użytecznością Specjalnie podkreślam różnicę między celami biznesowymi właściciela sklepu a użytecznością. Należy pamiętać, iż mogą być one zdecydowanie rozłączne. Klient może oczekiwać jak najłatwiejszego znalezienia produktów o najniższej cenie w danej kategorii, natomiast właściciel sklepu chcieć promować i sprzedawać konkretne produkty - np. z najwyższą marżą lub zalegające w magazynie. Rolą projektanta jest pogodzenie tych dwóch wykluczających się racji. Podobnie jak w przypadku pogody, narciarze marzą o tym aby śniegu było jak najwięcej i jak najdłużej, natomiast drogowcy najchętniej widzieliby 'czarną zimę', tak w przypadku projektowania serwisu interesy właściciela serwisu i klientów mogą być rozłączne. O ile jednak ani narciarze, ani drogowcy nie mogą pogody zmienić, o tyle właściciel sklepu może zaprojektować tak stronę, aby maksymalizowała ona zysk zapewniając jednocześnie wygodę użytkowania dla klientów. Przywołam tu także słowa Jacka Opalucha. Użytkownicy nie są projektantami. To inwestor i projektant mają stworzyć 'użyteczność' dane serwisu. Użytkownicy będą potrafili poruszać się po stronie z korzyścią dla jej właściciela lub nie. BD: Zgadzam się. Rolą konsultanta/projektanta powinno być doprowadzenie do konsensu między celami użytkowników, a celami właściciela biznesu. Nie zawsze będzie to idealnie możliwe, ale takie powinno nam przyświecać założenie.Warto dodać, że w ramach użyteczności mieści się także: analiza potrzeb użytkowników, analiza celów biznesowych, porównanie z konkurencją. Nawet dobór asortymentu ma związek z użytecznością. Innym aspektem jest wspomniany UCD - User Centered Design, czyli projektowanie zorientowane na użytkownika. Budując sklep projektujesz go tak czy inaczej. Możesz to robić bez wiedzy, chaotycznie, a możesz projektować świadomie dzięki całej tej szerokiej dziedzinie, którą potocznie nazywamy użytecznością (ale jak już pisałem: często to pojęcie rozumie się zbyt wąsko). No i jeszcze możemy mówić o user experience. A to już bardzo szerokie pojęcie, którego użyteczność jest jedynie częścią. Oprócz usability wrażenia użytkowników buduje wygląd, obsługa klienta, ceny, dostępność, czas wysyłki i wiele innych elementów. W przypadku internetowego biznesu należy więc dbać o różne aspekty wpływające na odczucia klientów, w tym także usability. ŁP: Zgadzam się z Bartkiem - projektowanie sklepu to bardzo szeroki temat. Warto znać całe spektrum zagadnień i świadomie podejmować decyzje biznesowe (np. rezygnować z jakiegoś działania). Co tu dużo ukrywać - profesjonalny projekt zawierający w sobie benchmark rynku, design, badanie użyteczności, analizę SEO, wdrożenie. Nie każda osoba otwierająca sklep musi od razu decydować się na cały wachlarz usług - profesjonalne badanie eye-trackingowe czy w ogóle badanie użyteczności może być po prostu za drogie. Proponuje na początek spróbować przeznaczyć około 10% budżetu całego serwisu na projektowanie użyteczności. Jeśli zamierzam wydać 3 tys zł (IAI/Sote + layout), przeznacz 300zł na badanie. Jeśli Twój budżet wynosi 6 tys przeznacz 500zł. Jeśli masz 25 tys, wydaj 2 tys zł, itd. Co można mieć za 300zł? To mniej więcej koszt ankietowania na własną rękę 2-3 osób i zgłoszenia uwag grafikowi. Za 1000zł może uda Ci się uzyskać konsultację u eksperta, natomiast za 2000zł otrzymasz uproszczone badanie na 3-5 użytkownikach. To naprawdę niewielkie kwoty, a można uniknąć fundamentalnych błędów - typu umieszczenie kategorii i wyszukiwarki gdzieś na końcu strony (bo banner, dzień dobry i nowy adres do korespondencji były ważniejsze). Warto także wybierając grafika / firmę która robi design sklepu zapytać jaką mają wiedzę nt. użyteczności, jak projektują sklepy, czy testują projekty na użytkownikach, zapytać o największe sklepy internetowe które stworzyli. Następnie wieczorem proszę spróbować znaleźć produkt czy złożyć zamówienie w takim sklepie. BD: O czym jeszcze moglibyśmy powiedzieć w kontekście usability? O testach A/B i wieloczynnikowych, optymalizacji konwersji, prototypowaniu, analizie statystyk i pewnie paru innych kwestiach. Kompleksowe prace nad usability pojmowane, jako połączenie wszystkich tych dziedzin mogą mieć już bardzo konkretną wartość biznesową.  ŁP: W kontekście tego posta proponuje coś łatwiejszego. Co sądzicie o stworzeniu kilku(nastu) zadań, które każdy właściciel mógłby spróbować zlecić robiąc 'badanie na własną rękę'. Wiadomo - lepiej jeśli badanie jest dedykowane i przeprowadzone przez eksperta. Jeśli jednak podczas badania będziecie mieć ochotę 7 razy przerwać użytkownikowi 'To nie tak', 'Tu masz przecież wyszukiwarkę!', etc. to znaczy iż ekspert jest bardziej potrzebny niż Wam się wydawało :) p.s. Tak w ogóle to użyteczność to nie wszystko. Komputronik ma taką nawigację, że zawsze z niego wychodzę wkurzony. Lubie przeglądać produkty i sprawdzać ceny na Ceneo i Agito. Właśnie planuje zakup nowego TV, chyba kupię właśnie na Agito... ciekawe dlaczego? Czy zastanawialiście się co wpływa na sukces marketingowy Apple'a? BD: Dziękujemy za uwagę, a Wojtkowi za możliwość opublikowania tekstu na łamach jego bloga.Łukasz Plutecki, NetArch, http://www.plutecki.netBartłomiej Dymecki, Entigra, http://www.dymecki.pl

Czy użyteczność jest ważna w ecommerce?

użyteczność, ważna, ecommercedbaćróżne aspekty

Dzisiaj na blogu gościnny "występ" Bartłomieja Dymeckiego i Łukasz Pluteckiego, którzy postanowili uzupełnić mój tekst o użyteczności. Bartek i Łukasz zgadzają się z moją tezę, ale dodali kilka własnych spostrzeżeń i uzupełnień. Polecam szczególnie początkującym właścicielem e-sklepów jako bardzo dobry wstęp do tej tematyki.---- Łukasz Plutecki: Pomysłodawcą tego wpisu jest Bartłomiej Dymecki, który poprosił mnie o uzupełnienie swoich wypowiedzi. W ten sposób chcielibyśmy wspólnie wypowiedzieć się na temat znaczenia usability w kontekście serwisów typu e-commerce. Bartłomiej Dymecki: Pomysł na wpis polemiczny powstał po lekturze tekstu Wojtka Użyteczność nie jest lekiem na całe zło. Ogólnie rzecz ujmując - zgadzam się z tezą, że użyteczność nie jest lekiem na całe zło projektów internetowych (lub innych projektów interaktywnych). Jest jednak kilka ważnych kwestii, które trzeba wziąć pod uwagę.Na początku chcę podkreślić, że użyteczność jest tylko cechą produktu. W kontekście tego bloga należy powiedzieć, że użyteczność jest jedną z wielu cech sklepu internetowego. Jest cały czas w tle. Nie trzeba jej "dodawać" do projektu, jeśli jest on od początku właściwie tworzony. Dlatego tak ważna jest rola odpowiedniego procesu projektowego w duchu UCD (User Centered Design).  ŁP: Świetna uwaga. Użyteczność jest jak pogoda - jest zawsze :) Co najwyżej może być lepsza lub gorsza. Z tym, że w przeciwieństwie do pogody, na którą wpływu nie mamy, tworząc serwis możemy przywiązać większą lub mniejszą uwagę do procesu projektowania i stworzyć stronę bardziej lub mniej użyteczną.  BD: Muszę powiedzieć, że nie znam żadnego specjalisty od usability, który uważałby, że "użyteczność jest wszystkim". Na ogół jest wręcz przeciwnie i większość rozumie, że internetowy biznes to skomplikowany system naczyń połączonych w którym poszczególne elementy wzajemnie na siebie wpływają. Niektórzy początkujący właściciele sklepów mogą przeceniać użyteczność, a potem się zawieść. Wpływ użyteczności na sprzedaż zależy od jej obecnego poziomu, skali działalności i innych cech sklepu. Jeśli poprawimy użyteczność zbyt drogiego sklepu lub sklepu mającego źle stargetowany ruch, to najprawdopodobniej niewiele nam to da. Bywają jednak sytuacje w których użyteczność zmienia wiele. W tekście The $300 Million Button Luke Wroblewski opisuje, jak usunięcie obowiązku rejestracji w sklepie zwiększyło sprzedaż o... 45%. Uważam więc, że użyteczność może mieć duży wpływ na sprzedaż sklepu, ale jest to uzależnione od innych czynników i musi być analizowane w kontekście konkretnej sytuacji. Możemy powiedzieć, że "pozycjonowanie to nie wszystko", jednak nie będziemy pozycjonowania lekceważyć. Wiemy, że "grafika to nie wszystko", ale nie będziemy jej także lekceważyć. Zdanie w tej formule doskonale pasuje do chyba każdego elementu wpływającego na sklep. Kolejna kwestia to przyjęta definicja usability. Encyklopedyczne definicje są najczęściej zbyt wąskie. Architektura informacji wpływa na to, jak ułożymy produkty w sklepie. Gdy opracowujesz układ działów w sklepie i dobry podział asortymentu na części to właśnie pracujesz nad użytecznością! Jeśli nie zrobisz tego dobrze i klienci nie odnajdą produktów, to jak im je sprzedasz?  ŁP: Ja na swoje potrzeby rozróżniam trzy pojęcia: - architektura informacji - użyteczność - merchandising produktów Architektura informacji serwisu (tu sklepu internetowego) jest według mnie kompromisem między: - kreacją - celami sprzedażowymi właściciela sklepu - użytecznością Specjalnie podkreślam różnicę między celami biznesowymi właściciela sklepu a użytecznością. Należy pamiętać, iż mogą być one zdecydowanie rozłączne. Klient może oczekiwać jak najłatwiejszego znalezienia produktów o najniższej cenie w danej kategorii, natomiast właściciel sklepu chcieć promować i sprzedawać konkretne produkty - np. z najwyższą marżą lub zalegające w magazynie. Rolą projektanta jest pogodzenie tych dwóch wykluczających się racji. Podobnie jak w przypadku pogody, narciarze marzą o tym aby śniegu było jak najwięcej i jak najdłużej, natomiast drogowcy najchętniej widzieliby 'czarną zimę', tak w przypadku projektowania serwisu interesy właściciela serwisu i klientów mogą być rozłączne. O ile jednak ani narciarze, ani drogowcy nie mogą pogody zmienić, o tyle właściciel sklepu może zaprojektować tak stronę, aby maksymalizowała ona zysk zapewniając jednocześnie wygodę użytkowania dla klientów. Przywołam tu także słowa Jacka Opalucha. Użytkownicy nie są projektantami. To inwestor i projektant mają stworzyć 'użyteczność' dane serwisu. Użytkownicy będą potrafili poruszać się po stronie z korzyścią dla jej właściciela lub nie. BD: Zgadzam się. Rolą konsultanta/projektanta powinno być doprowadzenie do konsensu między celami użytkowników, a celami właściciela biznesu. Nie zawsze będzie to idealnie możliwe, ale takie powinno nam przyświecać założenie.Warto dodać, że w ramach użyteczności mieści się także: analiza potrzeb użytkowników, analiza celów biznesowych, porównanie z konkurencją. Nawet dobór asortymentu ma związek z użytecznością. Innym aspektem jest wspomniany UCD - User Centered Design, czyli projektowanie zorientowane na użytkownika. Budując sklep projektujesz go tak czy inaczej. Możesz to robić bez wiedzy, chaotycznie, a możesz projektować świadomie dzięki całej tej szerokiej dziedzinie, którą potocznie nazywamy użytecznością (ale jak już pisałem: często to pojęcie rozumie się zbyt wąsko). No i jeszcze możemy mówić o user experience. A to już bardzo szerokie pojęcie, którego użyteczność jest jedynie częścią. Oprócz usability wrażenia użytkowników buduje wygląd, obsługa klienta, ceny, dostępność, czas wysyłki i wiele innych elementów. W przypadku internetowego biznesu należy więc dbać o różne aspekty wpływające na odczucia klientów, w tym także usability. ŁP: Zgadzam się z Bartkiem - projektowanie sklepu to bardzo szeroki temat. Warto znać całe spektrum zagadnień i świadomie podejmować decyzje biznesowe (np. rezygnować z jakiegoś działania). Co tu dużo ukrywać - profesjonalny projekt zawierający w sobie benchmark rynku, design, badanie użyteczności, analizę SEO, wdrożenie. Nie każda osoba otwierająca sklep musi od razu decydować się na cały wachlarz usług - profesjonalne badanie eye-trackingowe czy w ogóle badanie użyteczności może być po prostu za drogie. Proponuje na początek spróbować przeznaczyć około 10% budżetu całego serwisu na projektowanie użyteczności. Jeśli zamierzam wydać 3 tys zł (IAI/Sote + layout), przeznacz 300zł na badanie. Jeśli Twój budżet wynosi 6 tys przeznacz 500zł. Jeśli masz 25 tys, wydaj 2 tys zł, itd. Co można mieć za 300zł? To mniej więcej koszt ankietowania na własną rękę 2-3 osób i zgłoszenia uwag grafikowi. Za 1000zł może uda Ci się uzyskać konsultację u eksperta, natomiast za 2000zł otrzymasz uproszczone badanie na 3-5 użytkownikach. To naprawdę niewielkie kwoty, a można uniknąć fundamentalnych błędów - typu umieszczenie kategorii i wyszukiwarki gdzieś na końcu strony (bo banner, dzień dobry i nowy adres do korespondencji były ważniejsze). Warto także wybierając grafika / firmę która robi design sklepu zapytać jaką mają wiedzę nt. użyteczności, jak projektują sklepy, czy testują projekty na użytkownikach, zapytać o największe sklepy internetowe które stworzyli. Następnie wieczorem proszę spróbować znaleźć produkt czy złożyć zamówienie w takim sklepie. BD: O czym jeszcze moglibyśmy powiedzieć w kontekście usability? O testach A/B i wieloczynnikowych, optymalizacji konwersji, prototypowaniu, analizie statystyk i pewnie paru innych kwestiach. Kompleksowe prace nad usability pojmowane, jako połączenie wszystkich tych dziedzin mogą mieć już bardzo konkretną wartość biznesową.  ŁP: W kontekście tego posta proponuje coś łatwiejszego. Co sądzicie o stworzeniu kilku(nastu) zadań, które każdy właściciel mógłby spróbować zlecić robiąc 'badanie na własną rękę'. Wiadomo - lepiej jeśli badanie jest dedykowane i przeprowadzone przez eksperta. Jeśli jednak podczas badania będziecie mieć ochotę 7 razy przerwać użytkownikowi 'To nie tak', 'Tu masz przecież wyszukiwarkę!', etc. to znaczy iż ekspert jest bardziej potrzebny niż Wam się wydawało :) p.s. Tak w ogóle to użyteczność to nie wszystko. Komputronik ma taką nawigację, że zawsze z niego wychodzę wkurzony. Lubie przeglądać produkty i sprawdzać ceny na Ceneo i Agito. Właśnie planuje zakup nowego TV, chyba kupię właśnie na Agito... ciekawe dlaczego? Czy zastanawialiście się co wpływa na sukces marketingowy Apple'a? BD: Dziękujemy za uwagę, a Wojtkowi za możliwość opublikowania tekstu na łamach jego bloga.Łukasz Plutecki, NetArch, http://www.plutecki.netBartłomiej Dymecki, Entigra, http://www.dymecki.pl

Wszystko dla seniora: Rynkowa bitwa o kieszenie emerytów

wszystko, seniora, rynkowabitwakieszenie

Operatorzy komórkowi, banki, biura podróży a nawet sklepy internetowe zaczęły wielką ofensywę. Walczą o o blisko pięciomilionową rzeszę polskich seniorów. A raczej o ich portfele. Tym bardziej, że nie są one wcale takie chude jak się wydaje.

100 GB darmowego hostingu na Friko z możliwością zarabiania

darmowego, hostingu, frikomożliwościązarabiania

Friko.pl kusi internautów nowa ofertą - darmowym hostingiem bez limitu transferu oraz z szeregiem bezpłatnych narzędzi pozwalających uruchomić m.in. własne blogi, fora, galerie oraz sklepy internetowe. Wydawca platformy, firma Ósemka.pl chce także dzielić się z użytkownikami przychodami z reklam wyemitowanych na stronach założonych w ramach tej oferty.

IAI-Shop.com

iai-shop.com, internetowe, aukcjesklepyinternetowej

IAI-Shop.com to platforma do sprzedaży internetowej (sklepy internetowe i aukcje).

Kraków: Bandyta z nożem zaatakował na Kazimierzu

kraków, bandyta, nożemzaatakowałkazimierzu

Napastnik obrabował w czwartek salonik prasowy przy placu Wolnica i uciekł. Policja nie wyklucza, że to ta sama osoba, która wiosną tego roku napadała na sklepy krakowskiego Kazimierza

Chcesz kupić prezent w sieci? Pospiesz się!

chcesz, kupić, prezentsiecipospiesz

Sklepy internetowe apelują, abyśmy prezenty świąteczne kupili już w listopadzie. Jeśli będziemy zwlekać, możemy nie otrzymać zamówionej paczki przed Wigilią - pisze "Metro". media.wp.pl

E-Mikołaj kupuje w listopadzie

e-mikołaj, kupuje, listopadziezabawaonline

Sklepy internetowe apelują, by prezenty świąteczne kupić już w listopadzie. Na dwa tygodnie przed Wigilią zakupy online to zabawa tylko dla hazardzistów - pisze "Metro".

Luka w wyszukiwarce Microsoftu pozwala na oszustwa finansowe

luka, wyszukiwarce, microsoftupozwalaoszustwa

Samir Meghani z grupy Bountii Team odkrył lukę w zabezpieczeniach Bing cashback, dzięki której może oszukiwać zarówno klientów, jak i sklepy internetowe.

Czemu płacimy tak dużo: Tak naciągają internetowe sklepy

czemu, płacimy, dużonaciągająinternetowe

Chcesz kupić jedzenie przez internet? Lepiej o tym zapomnij. Sieciowe sklepy spożywcze są piekielnie drogie, liczą sobie krocie za dostawę, a minimalna kwota zakupów jest tak wysoka, że nie opłaca się załatwiać sprawunków myszką.

Wyświetlono od 1 do 18 (z 538 newsów)

Ludzie piszą ...

Temperatura w pomieszczeniu to jeden z istotniejszych czynników decydujących o tym jak dobrze się czujemy w danym miejscu. Zwłaszcza zimą, gdy za oknem szaleje mróz i wiatr, przyjemnie jest wrócić do nagrzanego mieszkania, gdzie spokojnie można wypić dymiącą herbatkę albo kawę. Najlepszym sposobem na zapewnienie sobie tak relaksującego efektu są grzejniki – źródło ciepła i komfortu dla twojego domu. Jednak co, jeśli trafiamy do mieszkania lub domku, które nie jest na co dzień zamieszkane lub nie posiada centralnego ogrzewania? W takiej sytuacji idealnym rozwiązaniem wydają się grzejniki elektryczne. Jedną z licznych zalet, jakie posiadają grzejniki elektryczne jest możliwość swobodnego przenoszenia ich z pokoju do pokoju. Dzięki temu zaoszczędzamy wiele energii, ponieważ nie musimy utrzymywać pożądanej temperatury w miejscach, w którym obecnie nie przebywamy. Grzejniki są bardzo ważne, dlatego warto zainwestować w jak najlepszy sprzęt do domu, aby uniknąć kłopotliwych problemów zimą, gdy grzejniki nie będą się sprawować tak jak byśmy chcieli.

Newsy

Newsy po dacie

Encyklopedia

Magiel

Podczas gdy określenie "maglownica" zarezerwowane jest tylko dla samego urządzenia. Zgodnie z zasadami literackiego języka polskiego "magiel" ma rodzaj męski, a przypisywanie mu przez niektórych Polaków rodzaju żeńskiego traktowane jest jako regionalna oboczność [1]. Magiel i maglownica (na blacie magla) Magiel występuje w dwu wariantach: Pościel nawijana jest na wałek i zgnia

REKLAMA

fukken-uber.org apteka lierac praca Bielsko-Biała kolorowe Mita Fundacja Sloneczko | Krwinka | Kidprotect | Fundacja Avalon | Pajacyk g6 | eudasuruyada | horoskopy online | hotele mazury | catering warszawa